[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Wiem - szepnął.
- Dzisiaj jest mi tak dobrze. Czuję się z tobą taka
szczęśliwa.
- Wiem, co chcesz powiedzieć - przerwał jej.
- Tutaj znalezliśmy się jakby w innym świecie. Ja też
złapałem się na tym, że z niechęcią myślę o powrocie do
Nowego Jorku. Ale nie bój się, w Nowym Jorku będzie
nam równie dobrze.
Wierzchem dłoni zaczął gładzić jej pierś. Czuł, jak
twardnieje pod wpływem pieszczoty.
- Sama zobaczysz, wkrótce przyzwyczaisz się, że
jestem blisko, i nie będziesz mogła żyć bez mojej
miłości - szepnął, rozsuwając kolanem jej uda.
Kiedy Nora obudziła się, pokój tonął w słońcu.
Zasłony i firanki były rozsunięte, a zza uchylonego
okna dochodził plusk fontanny na hotelowym patio.
Nowy dzień! Zaczynał się jeszcze jeden nowy, cudowny
dzień. Przeciągnęła się z uśmiechem zadowolenia.
Czuła w pościeli zapach Davida. Rozejrzała się wokół.
Nie było go nigdzie w pokoju, a i z łazienki nie
dobiegały żadne odgłosy świadczące o jego obecności.
Obok, na nocnym stoliku leżała jakaś kartka.
 Spałaś tak słodko, że nie chciałem cię budzić. Nie
mogłem się oprzeć i pocałowałem cię na dzień dobry,
a ty przez sen powiedziałaś moje imię. To było
cudowne. Zaraz wracam. Nie ubieraj się, Noro, (gorą
co Cię o to proszę!) pod żadnym pozorem!"
Uśmiechnęła się po raz drugi. No, na to akurat
nie ma co liczyć! Energicznym ruchem zsunęła nogi
z łóżka i wstała. Jej rzeczy leżały porozrzucane na
dywanie. Spojrzała w lustro. Czy widać po niej ja
kąś zmianę? Przyjrzała się sobie dokładnie. Na szyi
i na piersiach widniały ślady jego szalonych poca
łunków. Miała lekko podkrążone oczy i nabrzmia
łe usta. Tak, wyglądała inaczej. Oto kobieta po no
cy miłosnej. Kobieta, która kocha i która jest ko
chana.
Patrzyła na swoje odbicie i myślała, co to teraz
wszystko dla niej znaczy. Kochać Davida... To znaczy
właściwie stać się trochę kimś innym. Zmienić całe
swoje dotychczasowe życie.
Schyliła się, podniosła z ziemi sukienkę i weszła do
łazienki. Puściła prysznic. Stała pod nim długo, po
zwalając silnemu strumieniowi wody biczować jej
ciało, bombardować głowę. Postanowiła nie upinać
dzisiaj włosów. Niech zostaną rozpuszczone i niesfor
ne, pomyślała. Takie jakie on lubi.
Wychodziła właśnie z łazienki, kiedy usłyszała
pukanie do drzwi. Otworzyły się i stanął w nich David
z białą, papierową torbą w ręku.
- Powiedzieli mi, że to najlepsza kawa w tym
mieście... Chicory - przeczytał, podnosząc torebkę do
oczu. - Mam nadzieję, że ją lubisz?
- Uwielbiam!
- A może chcesz, żebym zamówił ci śniadanie do
pokoju? Albo może wolisz, żebyśmy gdzieś poszli na
śniadanie? - spytał, podchodząc i całując ją w kącik
ust.
- Nie, dziękuję. Kawa mi zupełnie wystarczy.
- Ubrałaś się - powiedział z żartobliwą naganą.
- Włożyłam tylko sukienkę - odpowiedziała
z udanym przestrachem i bez cienia wstydu pod
ciągnęła ją w górę, pokazując, że pod nią nie ma ni
czego.
- W porządku. Grzeczna dziewczynka - rzucił
przez zęby, naśladując bohaterów seriali filmowych.
Roześmieli się oboje.
- Wcale nie żartuję - pospieszył z wyjaśnieniem.
- Mamy dla siebie całe przedpołudnie. - Spojrzał na
zegarek. - Całe cztery godziny.
- Jak to? Ty wyjeżdżasz w południe? - W głosie
Nory słychać było wyrazny zawód.
- Tak. Dziś wieczorem mam ważne spotkanie i nie
mogę go odwołać. Przykro mi.
- Rozumiem, i wcale cię o to nie proszę. I tak
mieliśmy dwa wspaniałe dni. No cóż, wszystko, co
dobre, ma swój koniec - powiedziała smutno.
- Kończy się nasz epizod nowoorleański, ale za
czyna się dla nas cały nowy rozdział.
Nora usiadła na łóżku, popijając kawę w zamyś
leniu.
- Widzę, że jakoś nie podzielasz mojego opty
mizmu.
- Spróbuj mnie zrozumieć, Davidzie. Do tej pory
wszystko w moim życiu było tymczasowe. Najpierw
odszedł ojciec, potem umarła moja matka, potem
przeprowadziłam się do Nowego Jorku.
- Wiem, Noro.
- I nawet to, co robię, przypomina mi, że nie
mam nic własnego. Ja kupuję prezenty dla innych, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • metta16.htw.pl
  •